Jason Becker w oczach Steve’a Liebicha – legenda Rocka, która zainspirowała cały świat

Jason Becker w oczach Steve’a Liebicha – legenda Rocka, która zainspirowała cały świat

Wydawnictwo Internetowe z całą stanowczością jest imprezą książkową, a zapełnienie półek czytelników naszymi książkami jest naszym priorytetem, ale… Ale my nie jesteśmy zamknięci na jedną dziedzinę i nie sądzimy, że życie każdego z nas kręci się wokół tylko jednej osi. Założyłem WI z myślą o dobru literatury, jednak uważam, że przesunięcie granicy o jeden lub dwa cale nigdy nikomu nie zaszkodziło. Jesteśmy tutaj po to, aby wspólnie dzielić się pasjami i przeżyciami. Cóż, nie ukrywam, że pasją, która wspiera moje życie, jest Rock’n’Roll. Pozwólcie mi zatem przedstawić Wam legendę Rocka, która zasługuje na podziw i pochwałę.

Jason Becker urodził się w 1969 roku w Richmond w Kalifornii (mieście Gary’ego Holta, Lesa Claypoola i Larry’ego LaLonde’a). Początki jego kariery są tak samo niezwykłe jak jej obecny kształt, ale to nic dziwnego, bo przecież to o Beckerze mowa! Rzecz jasna, nie można przedstawiać biografii Beckera bez wspomnienia kolejnego olbrzymiego nazwiska wykutego na dumnej tablicy Metalu. Marty Friedman był starszy od Jasona o siedem lat, a obu chłopaków połączyła miłość do gitary oraz osoba Mike’a Varneya – biznesmana o szerokich horyzontach. Co się dzieje, kiedy trzy wielkie osobistości spotkają się na piwie i zaczną rozmawiać? W przypadku tego trio powstał zespół o ciekawej nazwie, Cacophony. Podczas nagrywania debiutanckiego albumu Cacophony, opartego w głównej mierze na gitarowym shreddingu w neoklasycznym stylu, Jason Becker miał zaledwie osiemnaście lat. W 1987, kiedy Speed Metal Symphony zawitał na półki sklepów muzycznych, świat gitarowy oszalał, a nastolatki na całym świecie zasypiały przy plakatach Beckera i Friedmana na ścianach. Niestety, po wydaniu drugiego krążka (Go Off!) w 1988 roku zespół się rozpadł (jednak przyjaźń pozostała nietknięta), a kariera Marty’ego Friedmana wyleciała w kosmos, kiedy dołączył jako drugi gitarzysta do Megadeth (współpraca między Friedmanem a Davem Mustainem okazała się bardziej niż owocna, och, i to jak!), zostawiając Beckera na jego solowej drodze do sławy.

Becker wydał swój solowy album, Perpetual Burn, w 1988 roku, ale to 1990 był jego „złotym” rokiem, połączył siły z Davidem Lee Rothem (eks-Van Halen), by na początku kolejnego roku wydać z „Diamentowym Davem” jego trzeci solowy, A Little Ain’t Enough. W wieku 20 lat został ogłoszony przez „Guitar Magazine” Najlepszym Gitarzystą Roku i gdy już miał podbijać świat wirtuozerią i muzyczną wyobraźnią, usłyszał diagnozę: stwardnienie zanikowe boczne (ALS). Ta choroba to wyrok, na który nie ma lekarstwa. Niedowład spastyczny nóg, rąk i reszty ciała, drżenie mięśni, zaburzenie mowy, ostatecznie paraliż i śmierć przez uduszenie – właśnie to dotknęło bohatera naszego tekstu, wszystko prócz śmierci. Mija trzydzieści lat od zapadnięcia wyroku, a Jason Becker nie tylko oszukał śmiertelną chorobę, ale wciąż nagrywa i komponuje!

Komunikuje się wyłącznie za pomocą ruchu oczu i w ten sam sposób komponuje muzykę, wspomagając się zaawansowanymi programami i systemami komputerowymi. I pozwólcie mi tutaj wystawić na światło dzienne jego ostatnie arcydzieło, Triumphant Hearts, wydane pod koniec 2018 roku, które zostało nominowane do pięciu nagród Grammy i uznane przez krytyków za arcydzieło progresywnego Rocka. Ten album nie jest albumem czysto Rockowym, nie jest albumem popisowym ani albumem komercyjnym; Triumphant Hearts jest albumem kontemplacyjnym, który równie dobrze może zostać ogłoszony jednym z najważniejszych krążków gatunku ostatnich dwóch dekad. Dlaczego? Powodami mogę sypać bez końca, ale trzy najważniejsze to: eklektyczność zawartej na nim muzyki (Rock, blues, Metal, jazz fusion, R&B, pop i wiele innych), kompozycje, których skomplikowana natura doprowadza do orgazmu, i liczba „wypożyczonych” gitar grających w każdej piosence, by ostatecznie spotkać się na opus magnum albumu – Valley of Fire. Musiałbym poświęcić cały paragraf, aby wymienić z nazwiska każdego studyjnego gościa Beckera, ale niech wam wystarczy ta garść, która już może doprowadzić do zawrotu głowy: Steve Vai, Uli Jon Roth (eks-Scorpion), Marty Friedman i Chris Broderick (z dumnej szkoły Megadeth), Ritchie Kotzen (Poison, Mr. Big), Joe Bonamassa oraz Steve Morse (Deep Purple). Obok takiej dawki talentu i iskrzącego seksapilu nikt nie może przejść obojętny. To byłaby zbrodnia!

Kiedy zakończą się dźwięki utworu tytułowego, całą przestrzeń wypełnia Hold On To Love, piosenka autobiograficzna Jasona, której przesłanie brzmi ni mniej, ni więcej: Miłość przezwycięża wszystko. Jeżeli zawarte na Triumphant Hearts kompozycje Beckera są odzwierciedleniem jego miłości do muzyki, to trzeba się modlić, aby ich związek nie pochwalał kondomów, bo czas wychować nowe pokolenie headbangerów. Hold On To Love z całą stanowczością podkręca atmosferę krążka i przygotowuje nas na kierunek, w jakim będziemy podążać. Ale kiedy już wydaje ci się, że nic cię nie zaskoczy, pojawiają się We Are One oraz Magic Woman. Ten pierwszy zawiera niewykorzystane partie gitarowe Jasona oraz dobrze brzmiącą melodię waltorni (waltorni!). Z kolei Magic Woman jest popisowym show Uliego Jona Rotha, który od czasu do czasu pozwala zaistnieć nie mniej utalentowanemu Chrisowi Broderickowi. Moi ulubieńcy jednak to wcześniej wspomniana Valley of Fire z trzynastoma kosiarzami rozszarpującymi głośniki i wyciągającymi Twoje serce prosto z klatki piersiowej (Sylvester Stallone udowodnił, że to jest możliwe) oraz magiczna Blowin’ in the Wind. Choć ja sam nigdy nie zakupiłbym żadnego z albumów Boba Dylana (o dziwo nie moja para kaloszy), to cover tego klasyka z 1963 roku w wykonaniu Beckera jest jak jedna wielka fantasmagoria. Wokalu udziela mało znany Gary Rosenberg, ale czy talent mierzy się liczbą rezultatów w wyszukiwarce?
Jeżeli jesteście ciekawi, jak brzmiała gitara Jasona Beckera około 1990 roku i jak ta sama gitara brzmi trzydzieści lat później po odpowiednich zabiegach remasteringowych z użyciem najnowszej technologii, Taking Me Back zawojuje Waszymi czterema minutami i nasunie jedno pytanie: Ile więcej Jason Becker mógłby osiągnąć, gdyby los nie odebrał mu ciała w tak młodym wieku? Eddie (Van Halen) był świetnym gitarzystą, ale nie jestem pewien, czy nawet on potrafiłby wykonać solidne arpeggio jedną ręką, podczas gdy druga bawiłaby się jo-jo.

Życie Jasona Beckera powinno stać się inspiracją dla każdego z nas. Niektórzy poddają się, gdy filiżanka kawy wyleje im się na świeżo wyprany dywan lub gdy otrzymają odmowę na zgłoszenie w sprawie pracy. Można zaparzyć nową kawę, wyprać dywan i wysłać CV do dwóch tysięcy innych miejsc. Na tym świecie istnieją dwie kategorie spraw: te łatwiejsze i te trudniejsze, ale jeszcze nigdy nie słyszałem o rzeczy niemożliwej. Chyba że ktoś wciskał mi kolejną wymówkę, zamiast zwyczajnie zabrać się do roboty i być wdzięcznym za to, co ma. Hold On To Love i wszystko będzie dobrze, wierzcie mi na słowo.

Dodaj komentarz