Od Steve’a

Od Steve’a

Przez długi czas zastanawiałem się nad idealną nazwą dla mojego pierwszego w życiu wydawnictwa, a wszystkie pierwsze razy mają dwie cechy wspólne: rodzą się w bólu i zdarzają się tylko raz. Wreszcie po przesłuchaniu kilku niezłych płyt, po kilku mocniejszych drinkach i po ostrej naradzie jednoosobowej doszedłem do prostego wniosku: ta nazwa ma odzwierciedlić główny cel tego projektu, a cel jest prosty – stworzyć największe wydawnictwo w Polsce. To wydawnictwo dziejące się w oparach Internetu ma wyprzedzić „konkurencję” i stworzyć nowy standard w edycji i prezentowaniu książek. Przestałem szukać właściwej nazwy, gdy zdałem sobie sprawę, że nie będzie większej pochwały niż uznanie mojego wydawnictwa za Wydawnictwo. Jeżeli ma ono stać się najlepszym, niech MOJE wydawnictwo stanie się ekwiwalentem tego słowa. Owszem, Dream Theater i Def Leppard pomogli mi w podjęciu tej decyzji.

A będzie ona przełomowa w skutki. Większość ludzi, którzy mnie znają, rozpoznaje we mnie przede wszystkim naukowca, a dopiero potem niepoprawnego romantyka piszącego całkiem niezłe książki i, od biedy, jeden lub dwa dobre wiersze na rok. Bliżej mi do założenia studia muzycznego aniżeli wydawnictwa książkowego, ale ja nie widzę w tym niczego nadzwyczajnego. W moim życiu na początku było słowo i to słowem walczę w świecie nauki oraz w świecie literatury. I choć jestem CEO całkiem dużego instytutu biotechnologicznego zmieniającego świat na amerykańskiej ziemi, nie widzę przeszkody, aby zamieszać trochę w świecie polskich wydawców. Traktuję tę rolę całkiem poważnie i podejmuję się tego wyzwania – stworzenia najbardziej szanowanego i największego wydawnictwa książkowego na ojczystej ziemi.

Przez pryzmat moich doświadczeń z wydawnictwami w Polsce, szczególnie z tymi dużymi, mogę stwierdzić, iż cechuje zatęchła korporacyjność, chorobliwie nudna przewidywalność i tak zwane standardy wydawnicze zamykające drzwi młodym, obiecującym talentom. Zostawałem odrzucany za każdym razem, kiedy wysyłałem kolejną książkę, lecz nigdy z powodu braku talentu lub dobrego materiału. Powód najczęściej pozostawał nieznany, a tylko kilka wydawnictw było stać na szczerość i szczerze przyznać, że mile widziany byłby nieco starszy wiek. Ci ludzie wiedzieli lepiej ode mnie jak działa biologia. Ci sami ludzie popełnili ten sam błąd – podarowali mi klucze do Wydawnictwa Internetowego. Machina poszła w ruch i już nic jej nie zatrzyma.

Już za chwilę rozpoczniemy wydawanie autorów innych niż ja sam. Pozwólcie mi rozminować to dość niebezpieczne pole walki, aby przygotować grunt pod przyszłych Autorów Wydawnictwa Internetowego. Zmieniam reguły gry. Masz 13 lat i napisałeś/aś bestseller na miarę Danielle Steel czy Kena Folletta? Jesteś debiutantem/debiutantką, który marzy o wielkiej karierze, ale najpierw powinieneś/powinnaś wydać pięć książek? Martwisz się, że nie stać Cię na pokrycie kosztów wydania książki? Chowasz i kurzysz swój maszynopis w trzeciej półce od dołu, wiedząc, że i tak nikt nie zwróci na to uwagi?

Już wiesz, co robić. Kariery nie zrobisz przez siedzenie na tyłku. Nikt niczego Tobie nie da. Nie zostaje się dobrym w tym, co się robi, bez robienia tego, co trzeba zrobić. Musisz walczyć o swoje, bo nie liczy się to, czy wygrasz, ale to, ile z siebie dasz. Zaufaj mi, historia pamięta zwycięzców i wojowników, ale nigdy przegranych trybunowiczów.

Zacznij od słowa. I najlepiej słowem zakończ to, co zacząłeś/aś. Rock on!

Dodaj komentarz