„Nie chciałam ckliwości i happy endów.”

„Nie chciałam ckliwości i happy endów.”

 

„Przebudzenie” jest Twoim debiutem, „świeżynką” w Wydawnictwie Internetowym, książka spotyka się z pozytywnym odbiorem. Co sprawia, że ta propozycja wydawnicza jest perełką na rynku wydawniczym? Skąd czerpiesz inspirację?

przebudzenieNie chciałabym streszczać tej książki, bo myślę, że omawianie „Przebudzenia” sprawia, że lektura wiele na tym traci. Dla mnie ważne jest to, co przeżywają bohaterowie i w jaki sposób to przeżywają, dlatego myślę, że warto poświęcić jej uwagę. W polskiej literaturze zawsze brakowało mi takich hardcorów jak Edward Lee czy Jack Ketchum. Twórczość tych panów jest dla mnie synonimem horrorów, skrajnych obrzydliwości i najciemniejszych zakątków ludzkiej natury. „Przebudzenie” jest dla mnie dopiero początkiem, ale nie ukrywam, że Lee i Ketchum stanowią dla mnie wielką inspirację i w przyszłości również chciałabym wprowadzić do swoich książek jeszcze więcej mroku. 

Wracając jednak do „Przebudzenia” – słyszałam i czytałam już kilkanaście opinii na temat tej książki i wiem, że ludzie często odczuwają smutek i żal podczas lektury. Mam nadzieję, że oprócz swojej mrocznej strony chwyta ona również za serce, bo właśnie o to mi chodziło. O wywoływanie emocji. Paradoksalnie, ja sama lubię odczuwać negatywne emocje podczas czytania książek, czy oglądania filmów i mam nadzieję, że „Przebudzenie” również spełnia tą rolę. Chciałam, żeby ta książka była smutna, bo tego mi właśnie brakowało. Nie chciałam ckliwości i happy endów. Myślę, że to właśnie ją wyróżnia. Mój tata kilkanaście lat temu powiedział mi, że prawdziwego artystę albo się kocha albo nienawidzi. Właśnie dlatego, że wyzwala on skrajne emocje. Do takiego artysty jeszcze bardzo mi daleko, ale jednym z moich życiowych celów jest to, by się nim stać.

Ale jesteś już na tej artystycznej drodze – pozostaje Ci tylko rozwój! Jak zaczęła się Twoja przygoda z przysłowiowym „piórem”? Co się dzieje, kiedy pojawia się wena i zaczyna proces tworzenia? Czy towarzyszą mu jakieś Twoje drobne przyzwyczajenia? Jedni artyści lubią tworzyć w chaosie, inni gdy towarzyszy im spokój, harmonia. A jak jest w Twoim przypadku?

Tak naprawdę nie pamiętam, kiedy zaczęłam pisać. Wiem, że już w szkole podstawowej miałam komputer pełen folderów ze swoimi opowiadaniami. Pisałam wtedy dla odbiorców w swoim wieku   i myślałam, że już zawsze będę pisała książki dla dzieci. W gimnazjum sytuacja się zmieniła – miałam mnóstwo ponapoczynanych historii z gatunku fantastyki, gdzie np. głównymi bohaterami były elfy. W moim zbiorze znajdowały się też romanse i opowiadania obyczajowe. Trudno mi się było zdecydować na coś konkretnego. Wtedy jeszcze nie pomyślałabym, że kiedyś będę w swoich opowiadaniach straszyć.

Sytuacja zmieniła się, gdy sama zaczęłam czytać mnóstwo horrorów, thrillerów albo kryminałów psychologicznych. To była dla mnie skarbnica wiedzy i inspiracji. Wtedy też pojawił się pomysł na „Przebudzenie”.

Mój proces tworzenia nie jest zbyt skomplikowany – nie mam zbyt wielu warunków, które muszę spełnić, by pisać. Przede wszystkim nie mogę być skupiona na niczym innym, mój umysł musi być czysty. Teraz na przykład bardzo mocno skupiam się na pisaniu pracy magisterskiej, przez co jestem zblokowana. Nie potrafię poświęcić się jednocześnie jednemu i drugiemu, bo jak już się w coś angażuję, to robię to na sto procent. No i tutaj kolejna sprawa – jak już zacznę pisać, to zwykle nie mogę skończyć. Poświęcam wtedy książce czasami nawet po 8 godzin dziennie i wracam do niej codziennie. A jak danego dnia nie wracam, to mam wyrzuty sumienia, że dzisiaj akurat nie piszę. To pewnie wynika też z mojej natury, bo ja bardzo niecierpliwa jestem. (śmiech) 😉

Czyli oddajesz się swojej pasji w pełni: skupienie, cierpliwość, bycie tu i teraz to te wartości, które reprezentujesz, a może są jakieś cechy, które przelewasz na bohaterów literackich? Utożsamiasz się z postaciami „Przebudzenia”? 

Kiedyś myślałam, że się nie utożsamiam. Teraz, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że w momencie, gdy pojawił się w mojej głowie pomysł na „Przebudzenie” byłam dość samotna. Zmieniałam szkołę, przeprowadzałam się do innego miasta. Miałam wtedy 16 lat i pewnie mnóstwo obaw w głowie, choć większość była podświadoma, bo nie przypominam sobie, żebym wtedy jakoś szczególnie to przeżywała. No ale pomysł na książkę narodził się, a każdy z bohaterów w niej jest samotny i inaczej tę samotność przeżywa. Mamy m.in. Janka, który kompletnie sobie z nią nie radzi i zamyka się w swojej bańce. Mamy Tamarę, która czerpie z samotności całymi garściami, jakby to ona była dla niej kluczem do osiągnięcia szczęścia. Myślę, że pisanie „Przebudzenia” w wieku 16 lat było dla mnie swoistą terapią, mogłam spojrzeć na swoją sytuację z różnych perspektyw. A gdy okazało się, że niepotrzebnie się bałam – odłożyłam pisanie.

Wróciłam do niej, bo wydawało mi się, że ta właśnie pozycja ze wszystkich, które stworzyłam, kryje w sobie największy potencjał. I czułam, że za nią tęsknię. Że chciałabym znowu zbliżyć się do bohaterów. I dlatego, po ośmiu latach, kontynuowałam pisanie „Przebudzenia”.

Pisanie było i jest dla Ciebie takim ukojeniem, jak opowiadasz odnoszę wrażenie, że to miłość – pojawia się tęsknota, wiara w siebie i w to, co chce się przekazać literaturą. Co czujesz wiedząc, że Twój e-book już ma ogromną szansę podbić rynek wydawniczy w Polsce? Dlaczego postawiłaś na elektroniczną formę, nie papierową?

Bardzo mnie to cieszy. Sama długo nie mogłam się przekonać do e-booków. Sytuacja zmieniła się, gdy w końcu się postanowiłam spróbować i zaczęłam czytać książki na czytniku. Szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie już powrotu do papieru! To jest takie wygodne – czytnik jest mały, można go zabrać dosłownie wszędzie, a jak kończysz akurat jakąś pozycję to nie musisz brać ze sobą dwóch tomów, bo wszystko masz w tym małym urządzeniu. Ja najczęściej czytam przed snem i zawsze miałam problem z oświetleniem. Odkąd korzystam z czytnika ebooków mogę czytać bez ograniczeń. Przy okazji chroni się też lasy. Do wyprodukowania książek zużywana jest masa papieru. 

Jakie cele, plany przed Tobą? Może uchylisz nam rąbka tajemnicy – czy jest już pomysł na kolejną książkę, jaka to będzie tematyka, etc.?

Jak już mówiłam – póki co skupiam się na pracy magisterskiej, ale szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać aż wrócę do pisania książek! Mam już pomysł na kolejne książki. W najbliższej przyszłości chciałabym się zabrać za jedną z nich, ale do tego czasu muszę zgłębić tajemnice kultury, z której się wywodzimy, bo na pewno będzie nią inspirowana. Już naprawdę dawno nie pisałam żadnego romansidła, a obecnie sama jestem szczęśliwie zakochana, więc myślę, że w najbliższej historii zawrę też wątek wielkiej miłości. Może tym razem usatysfakcjonuję fanów szczęśliwych zakończeń? Zobaczymy.

Jakich rad udzieliłabyś osobom, które piszą do szuflady lub nie wierzą w swoje możliwości? Czy warto spróbować i podzielić się swoją twórczością z innymi, papierowo lub elektronicznie?

Próbować zawsze warto. Zawsze jest szansa, że się uda. Jeśli propozycja nie spodoba się jednemu wydawnictwu, to zawsze w kolejce stoją inne, którym dane dzieło może się spodobać. A satysfakcja z wydawanej książki jest tak duża, że nic nie jest w stanie jej zastąpić. Nie przychodzi mi do głowy żadne uczucie, które można by z tym porównać. I trzeba pamiętać, że nie można się poddawać. Wiem, że łatwo się to mówi, ale w tym stwierdzeniu jest bardzo dużo prawdy – jeśli się poddamy, anulujemy wszystkie potencjalne szanse. 

No i kolejne, mogłoby się wydawać, banalne stwierdzenie – zawsze bądźcie sobą. Opisujcie swoje pomysły i prowadźcie fabułę tak, jak podpowiada wam serce. Myślę, że wtedy istnieje największa szansa na odniesienie sukcesu.

Wiara w siebie i w swoją moc to przepis na sukces?

Sama długo nie wierzyłam w swoje możliwości i nadal mam z tym problem. Niezawodne w takich sytuacjach są najbliższe osoby, bo to one zwykle w nas wierzą, gdy my wątpimy. To one widzą w nas potencjał. Często warto podzielić się z nimi swoją twórczością. Na pewno możliwość przeczytania naszej książki sprawi im wielką radość. Nie dość, że nas podbudują to zawsze mogą podrzucić kilka pomysłów lub wskazówek. Dla mnie nieoceniona była pomoc rodziców i chłopaka. Bardzo dużo im zawdzięczam, nie tylko w temacie książki. 

Zatem bliscy również wspierają, motywują do tworzenia, a czym dla Ciebie jest ta   sztuka?

Tworzenie samo w sobie moim zdaniem jest pięknym procesem i nieważne, czy pisze się książki, piosenki, czy maluje obrazy. To, co stworzysz jest twoje – jest częścią ciebie i w jakiś sposób cię określa. Oczywiście, fajnie jest tworzyć dla kogoś. Mi bardzo pomogły opinie innych osób po przeczytaniu „Przebudzenia”. Czytelnicy zwrócili mi uwagę na to, czego sama nie widziałam pisząc książkę. 

Pandemia, zamknięcie w domu towarzyszy zarówno tworzeniu, jak i temu, że ludzie częściej sięgają po książki. Jak Twoim zdaniem pandemia wpływa na rynek wydawniczy oraz na proces twórczy? Czy to, że często siedzimy w domu, sprawia, że chcemy przelać te emocje na papier i stworzyć własne, unikatowe dzieło?

Moim zdaniem w czasie pandemii sprzedaje się więcej książek i więcej ich też powstaje. Mam sporo znajomych, którzy w czasie pandemii zaczęli malować, szydełkować, grać na instrumentach albo śpiewać. Izolacja sprzyja wyszukiwaniu sobie zajęć. Jestem przekonana, że przeciętny fan książek przeczytał ich więcej w zeszłym roku, niż w latach poprzednich. Moim zdaniem każdy proces twórczy nie tylko umila czas, ale również pomaga w rozładowaniu emocji. Tego typu działania często zajmują umysł na tyle, że nie musimy myśleć o towarzyszącym nam niepokoju, wątpliwościach, czy rozgoryczeniu. Stała izolacja wpływa przecież na kumulującą się w nas złość – w końcu ile można siedzieć w domu? A silne emocje wpływają na proces twórczy i tak koło się zamyka. Najważniejsze jednak, że odkrycie tych upodobań w sobie wcale nie musi się kończyć wraz z końcem izolacji – myślę, że jest wiele osób, które odkryło w sobie miłość do jakiejś czynności będzie ją kontynuować, a później także odnosić w tej dziedzinie sukcesy.

Ty już odniosłaś sukces, jak Twoi bliscy zareagowali na to, że wydajesz książkę? Czy w dobie rozwoju cyfrowego e-book to kapitalny pomysł?

Oj, radość na wieść o wydaniu książki była ogromna. Ja jestem z moimi rodzicami bardzo blisko i wszystko, co ważne przeżywamy razem. Tak było również w tym przypadku. Cieszył się również mój partner, który najpierw pchnął mnie do powrotu do pisania „Przebudzenia”, a potem bardzo na mnie naciskał, żebym wysyłała skończoną książkę do wydawnictw. Cała rodzina była dumna. Odzywało się do mnie mnóstwo moich znajomych z gratulacjami. Dobrze jest mieć takich ludzi wokół siebie, człowiek od razu czuje się bezpieczniej i szczęśliwiej. Wiele też było gratulacji od osób, których nie znałam, bądź znałam dawno temu – to również było bardzo podbudowujące. 

W dobie rozwoju cyfrowego e-book to bardzo dobry pomysł, mam tylko obawy, czy jest on równie dobry w Polsce. Mam wrażenie, że tu jednak większość czytelników, szczególnie starszych, sięga po książkę w tradycyjnym wydaniu. Wiem, że książki pięknie pachną, a poczucie papieru pod palcami jest unikatowe, ale uważam, że warto pomyśleć o przerzuceniu się na ebooki. Ja widzę w tym zdecydowanie więcej korzyści.

Dziękuję za rozmowę, życzymy Ci dalszych sukcesów wydawniczych, zdrowia, weny i rozwoju pasji! Mam nadzieję, że wkrótce porozmawiamy o kolejnej Twojej propozycji literackiej

Ja również bardzo dziękuję, przede wszystkim za możliwość współpracy z Wami. Oby możliwość rozmowy na temat nowej książki pojawiła się jak najszybciej!

Dodaj komentarz